czwartek, 1 maja 2014

Rozdział drugi

,,Śmierć jest bezbolesna.
Życie takie kruche.
Ilekroć na nie nie spojrzę,
Czuje jakby rozwalało się pod moimi palcami.''
  *PERSPEKTYWA BELLI*
Tylko przy Jacobie czuje się po prostu dobrze. Bez tych wszystkich śmiesznych lęków i wspomnień. Żyję teraźniejszością, bo przeszłości już nie naprawie. Jazda na motorze, to coś co kocham najbardziej. Czujesz się taki wolny i zapominasz, że jest źle. Na chwilę potrafisz się znów pobawić jak w dzieciństwie. Po jakimś czasie zleciałam z motoru i teraz jestem niestety w szpitalu z rozbitą głową. Jednak nie to jest najgorsze. Ci wredni lekarze, których z całego serca nienawidzę, kazali mi zawiadomić Cullenów! no to jest skandal! Oni pewnie zabronią mi jeździć na motorze i widywać się z Jacobem. Szlak by ich trafił, ale niestety mam pecha, bo to te wampirki co nic nie zabije. Pff...W sumie to jestem jedynym śmiertelnikiem w tej a'la rodzince. No choć tyle dobrego, że nie będę wiecznie tu tkwić. Po jakieś długiej, zarąbiście nudnej godzince przyszedł mój kochany braciszek. No po prostu szałowo. To ja już wolę tych Volturri. Przynajmniej nie panikowaliby tak. Kiedy zaczął się rzucać do mojego wilczego przyjaciela, szlag mnie trafił i go zwyzywałam,a on na to powiedział tylko:
-Masz kategoryczny zakaz widywania się z tym debilem
-Rozkazywać to ty możesz tylko swojej blondynie.
-Po pierwsze ona ma imię, a po drugie jak ty się d mnie odzywasz?!
-Tak jak mi się podoba. żyjemy w wolnym kraju. Wojna i komunizm się skończył drogi bracie.
-Isabell, wiem że ci ciężko i w ogóle, ale musisz jakoś zaakceptować stan rzeczy takim jaki jest.
-Mam na imię Bella, a nie Isabell! Nie znasz mojego imienia?! I nic nie będę akceptować, bo to jest chore! Nie prosiłam cię byś mnie tu ściągał i mieszał w oszalały horror wampirów trzy. Sam mnie tu zaprosiłeś i to jeszcze na siłę. A wcześniej to co?!
-Przecież mówiłem, że nie miałem wyjścia...
-Taa....czyli co? Wbili w ciebie kołek, przywiązali do krzesła i zamknęli w piwnicy, tak?
-Nie bądź taka sarkastyczna Bello. Nie wiem co się z tobą stało takiego. Jak wyjeżdżałem byłaś cudowna, a teraz....
-No co? Stałam się zimna suką?! No widzisz, u nas to chyba serio musi być rodzinne.
-Nie powiedziałem tego! Wyolbrzymiasz!
-A ty kłamiesz. Takie życie.
-Dalej tańczysz?
-No, ale zmiana tematu...Gratuluje. Normalnie brawo!
-Odpowiedz....
-Nie tańczę. Nie będę tańczyć i mnie do tego nie zmusisz.
-Czemu ty wszystko odbierasz jako atak? Chcę dla ciebie jak najlepiej, a ty myślisz,że będę cie nękał, dręczył i bóg wie co jeszcze.
-No, bo teraz to robisz. Jak byłeś mi rzeczywiście potrzebny to zwiałeś, a teraz jak jestem prawie dorosła próbujesz mnie umoralnić.
-No w sumie to zachowujesz się jak jakaś zdemoralizowana. W takim razie przez najbliższy miesiąc będziesz chodziła tylko do szkoły. Skoro rodzice cię nie wychowali to muszę zrobić to ja...Cholera Iss przepraszam.
-Nie rusza mnie to. Żyje i trudno. Tylko żądnych Iss. To brzmi jak Integracyjna Szkoła Skorumpowanych.
-Skąd ci się to wzięło?
-A ja wiem? Mnie nie zrozumiesz...
-Posiedzisz tuz dwa dni, a potem wrócisz do domu i będziesz z nami chodzić do szkoły.
-Oj, nie zgadzam się. To gorzej niż jakbym do więzienia trafiła.
-A skąd niby wiesz jak tam jest?
-Oh, Lewis, mój były chłopak tam siedział trochę.
-Za co? Miałaś chłopaka?
-No, a co myślałeś, że będę żyła w celibacie czy na zakonnice pójdę? No fakt lubię je, ale się nie nadaje. Z dealowanie.
-Brałaś?
-Taa...Chyba książki do szkoły. Może do mądrych dzieci nie należę, ale bez przesady. A teraz sory, ale idę spać, bo nie wyrobie i tu za momencik padnę.
-Noto dobranoc.
-No nara.
      * PERSPEKTYWA EMMETTA*
Nie rozumiałem tej nowej Bells. Stała się taka opryskliwa, ale jednocześnie zamknięta w sobie. Te jej odzywki to tylko poza. Próbuje pokazać, że jest kimś, że nie obchodzi jej kogolwiek zdanie, a w rzeczywistości nadal pewnie jest wrażliwa. Gdyby to nie była tylko gra, nie płakałaby co noc. Nie budziła się z krzykiem. Chcę znów mojej małej, radosnej dziewczynki, a nie zbuntowaną nastolatkę. Jasper mówi, że trzeba jej dać czas. Musi się uporać z własnymi wspomnieniami sama. Uważa, że to taka reakcja obronna. Najgorsze jest to,że nie czuje jej emocji. Dla niego jest pusta kartką. Dla mnie naprawionym Fragetem życia.
*********************************************************************************
Hey po długiej nieobecności. Teraz może dodam notkę na każdego swojego bloga, ale nwm czy sie wyrobię. Dedyk dla Selinki Heart;)
.

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział pierwszy

Żyję w cieniu.
Między niebem a piekłem.
Między ciszą, a hukiem.
Między dniem, a nocą.
Nie czuję już bólu i łez.
Po prostu cierpię za zamkniętym światem otoczonym murem.
*Perspektywa Emmetta*
Znalazłem Bells wtedy zapłakaną w lesie. Nie wiedziałem o co chodzi. Nadal nie wiem. No, kiepsko dogadywała się z rodzicami, ale ona naprawdę chciała ze sobą skończyć. Obecnie zamknęla się w pokoju i się nie odzywa. Już trzeci dzień. Nie je, nie pije, tylko ciągle płacze. Okay. Może nie miałem prawa jej przemieniać, ale co miałem zrobić? Pozwolić jej umrzeć? Nigdy. Co prawda fakt. Zerwałem z nią kontakt. Nie odzywałem się do niej od...kilkunastu lat. Chyba z jedenaście. Taa....po sprzeczce ze starymi pożegnałem się z Bells  i przeprowadziłem się do Carlisle'a Cullena. Pamiętam jak ją zostawiłem.
*Retrospekcja*
Moja malutka siostrzyczka bawi się w swoim fioletowym pokoiku. Na dole huk. Znowu rozbite butelki. Tak zazwyczaj wyglądały moje kłótnie z ojcem. Szczeliłem go w morde za to, że stwierdził, że z Belli wyrośnie taka sama kurwa jak z matki. Wściekłem się i mu przyłożyłem. Poszedłem się pożegnać z Bellą. Nie chciałem, by dorastała słysząc ciągłe kłótnie i wrzaski. Zrobiłem to dla niej.
-Bells, malutka. Muszę wyjechać.
-Co? Czemu?
-Nie dogaduję się z tatą skarbie...
-Ale pogodzicie się pewnie. Nie jedź. Nie zostawiaj mnie.-Zaczęła płakać i wtuliła się we mnie.
-Skarbie...Wrócę.
-Nie wrócisz. Wiem to. Mamusia też miała wrócić.- Taa....ona zostawiła ją. Całkiem samą. Z ojcem alkocholikiem. Zginęła w wypadku. Bells do tej pory o tym nie wie.
-Ale ja jestem twoim miśkem kochanie.
-No to co? Ty jesteś żywy. I możesz mnie zostawić.
-Wrócę.- delikatnie wyrwałem się z jej uścisku. Idąc płakałem, bo musiałem zostawić wszystko za sobą.
*koniec retrospekcji*
Nie chciałem żeby tak wyszło, ale życie jest nieprzewidywalne. Raz jesteś, drugiego razu cię nie ma.
*Perspektywa Belli*
Nienawidzę ich! Zabrali mi mojego kochanego braciszka. Zostałam sama. Pryjaciół nie miałam. Może Jacoba. Tylko jego. Właśnie. Zadzwonie do niego.
-Hey Jake!
-Issie? Hey! Mogę przyjechać?
- Oczywiście.
-Będę za pięć minut.- kiedy tylko usłyszałam dzwonek do drzwi pobiegłam otworzyć. Cullenowie patrzyli się na mnie zszokowani.
-Jakie!
-Issie!
-A co on tu robi do cholery Isabello??- wydarł się mój brat. Ten to umie zepsuć atmosferę.
-To mój przyjaciel, a tobie gówno do tego.
-To dealer.
-Wiem i co? Masz towar?- okay. Trzeba powkurzać kochanego braciszka.
-Oh. Oczywiście. A czego potrzebujesz złotko?
-Metfy, hery i wszystkiego...-wybuchłam śmiechem.
-Ej, Issie! A było tak zabawnie!
-Bierzesz?! Bello! W co ten skurwiel cię wpakował?
-Nie masz prawa tak o nim mówić! On w przeciwieństwie do ciebie mnie nie zostawił.
-Bells, idziemy na motory?
-Jasne.
-Nie wyjdziesz Bello.
-Bo co? Bo ty mi każesz? Gdzie byłeś przez te lata?
-Dobrze wiesz....
-Nie wiem. Nara. Nie wiem kiedy wróce. Żegnam.
*******************************************-
Okay. Rozdział pierwszy gotowy. Notka z dedykiem dl Selly. Na koniec. Buziaki:*


niedziela, 23 marca 2014

PROLOG

Nazywam się Isabella Swan i mam siedemnaście pieprzonych lat za sobą. Miało być tak pięknie. Miałam być już martwa, ale nie. Szannowny braciszek postanowił mnie uratować z psychopatycznej rodzinki. Tyle czasu udawał, żenie istnieje, a teraz co?! Mam z nim i jego rodzeństwrm mieszkać?! Jeszcze
zrobił ze mnie chorą półwampirzyce. Pilnuje mnie dwadzieścia cztery na dobę. Chce poznać smak zemsty? Wojna rozpoczęta.
************;;*-**********-******************************************
Taki krótki wstęp. Rozdział może dodam dziś. Mam nadzieje, że ktoś to przeczyta.